Patrząc wstecz wydaje mi się, że nie powinny mnie już dziwić nagłe zwroty akcji w moim życiu. A jednak..
Po wyjeździe z małego miasta i dostaniu się na specjalizację w trybie pozarezydenckim, rozpoczęto starania o to bym mogła odbywać szkolenia i staże cząstkowe gdzieś blisko - wtedy jeszcze - narzeczonego. Piszę "rozpoczęto", gdyż ja właściwie byłam przyczyną i zarazem obserwatorem tego jak inni, dobrzy ludzie starają się pomóc mi w zorganizowaniu całego przedsięwzięcia.
Długoby pisać. Organizowanie staży cząstkowych w ramach specjalizacji zajęło dużo czasu. Tak dużo, że prawie się on skończył. Nadal mam nadzieję, że pani z urzędu wojewódzkiego dostała do rąk mój dokument nim minął termin, a ona zamaszystym ruchem wykreśliła mnie z grona osób specjalizujących się ;) Dokument złożyłam do UW w terminie i nikt do mnie nie dzwonił z informacją, że mnie skreślono, więc siedzę cicho i liczę na to, że jest ok.
W tak zwanym międzyczasie podjęłam dyżury w ambulatorium bliżej domu.
Planowałam nie pisać tutaj o życiu osobistym, ale praca i życie prywatne przeplatają się ze sobą i jest to nie do uniknięcia.
Równolegle z wyjazdami do innego województwa w sprawie specjalizacji organizowałam swój ślub. Wyjazdy wypadały w najgorętszym przedślubnym okresie niestety. Na domiar wszystkiego taką "wiśniówką na torcie" okazał się porażający news, że nagle z Nas Dwojga zrobi się Ich Troje.
Wszystko na raz.. Plany trzeba było zmienić raz jeszcze..
Dlatego w pisaniu tutaj szykuje się "mała" półtoraroczna przerwa, bo prócz ambulatorium i pierwszego stażu w ramach specjalizacji nie czeka mnie już nic więcej medycznego, prócz zwolnienia i analizowania Ginekologii i Położnictwa w praktyce. Od kuchni. Od zaplecza. Jak zwał tak zwał..
O życiu prywatnym wolałabym nie pisać. Całe to organizowanie wyprawki, wózek, przemeblowanie w domu, które przed nami.. nie, nie, nie... Nie myślałam, że mnie to czeka, a już na pewno, że nie tak szybko. Już zaczynam tęsknić za pracą na Oddziale Położniczo-Ginekologicznym, a szybciej trafię tam jako pacjentka niż lekarz.. Eh.. A to już czternasty tydzień..
Z całej podniety i ekscytacji medycyną zostały mi tylko gorączki i bóle brzucha w ambulatorium.. Marna pociecha. Tylko jeden pacjent podniósł mi trochę, troszeczkę, odrobinę poziom adrenaliny, którego tak mi brakuje. Przyszedł biedny z zawałem, w EKG STEMI, w wynikach laboratoryjnych troponiny, od razu odjechał na Kardiologię Inwazyjną.
Tylko on jeden.. Eh..
Pozdrawiam Wszystkich :)
środa, 13 sierpnia 2014
sobota, 19 kwietnia 2014
81. Dyżurowe wnioski
Przebój dyżuru? Ość ryby tkwiąca w prawym migdale podniebiennym, bo: "Mamuśka cholera rybą mnie nakarmiła.." Zamiast laryngologa przyjmuje chirurg, poradził sobie ze sprawą, pacjent wpadł do gabinetu: "Dziękuję Pani Kochana! Ości nie ma, wszystko okej!"
Najmniej chorzy najbardziej się pchają. Nie mam siły się bić. Pani starsza vs. Rodzina z babcią na wózku vs. Rodzice z dzieckiem z zapaleniem spojówek.
Nie pchał się w ogóle do gabinetu pacjent z rozciętą ręką, trzy szwy do założenia.
Pani starsza weszła kuśtykając, skierowanie na rtg ma moc uzdrowienia - powód to beatyfikacji? ;) - ściskając skierowanie na wyrwane badanie Pani Starsza wyszła z gabinetu tanecznym krokiem..
Antykoncepcja 72 godziny po to już dyżurowy standard.
Szkoda tylko, że w większości zgłaszają się po nią mężczyźni? ;) Jeśli o nich chodzi to wątpię by Escapelle coś im pomogła ;)
Najmniej chorzy najbardziej się pchają. Nie mam siły się bić. Pani starsza vs. Rodzina z babcią na wózku vs. Rodzice z dzieckiem z zapaleniem spojówek.
Nie pchał się w ogóle do gabinetu pacjent z rozciętą ręką, trzy szwy do założenia.
Pani starsza weszła kuśtykając, skierowanie na rtg ma moc uzdrowienia - powód to beatyfikacji? ;) - ściskając skierowanie na wyrwane badanie Pani Starsza wyszła z gabinetu tanecznym krokiem..
Antykoncepcja 72 godziny po to już dyżurowy standard.
Szkoda tylko, że w większości zgłaszają się po nią mężczyźni? ;) Jeśli o nich chodzi to wątpię by Escapelle coś im pomogła ;)
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
80. Ob&Gyn
Po dość długiej nieobecności jestem winna kilka słów wyjaśnienia.
Pomiędzy rozdawaniem zaproszeń, a wybieraniem kwiatów do bukietu musiałam znaleźć czas na stawienie się w odpowiednim urzędzie by odebrać Kartę Szkolenia Specjalizacyjnego z Położnictwa i Ginekologii. :)
Jeszcze tylko formalności związane z zatrudnieniem, zorganizowanie sobie miejsca pracy najbardziej dla mnie dogodnego i rozpoczynam swoją karierę. W końcu!
Ostatnio jednak mam chwilową przerwę w pracy, wymuszoną całym tym procesem, która jednak jest mi na rękę ze względu na załatwianie różnych formalności związanych zarówno z pracą jak i życiem prywatnym.
A prywatnie - dużo bliskich mi osób zaciążyło w ostatnim czasie, więc tematy z mojej dziedziny są wałkowane na okrągło.
Będę miała co opowiadać jak tylko zacznę pracę już w ramach rozpoczętej specjalizacji.
Póki co - kilka drobnych dyżurów w NŚPL.
P.S.1: W ramach rozwijania zdolności manualnych zaczęłam szydełkować..
P.S.2: Każdemu kto chce schudnąć do sukni ślubnej polecam pracę w szpitalu na wysokich obrotach, kilogramy lecą jak szalone, a dodatkowo nocą nie podjadamy, bo człowiek nawet nie ma siły doczołgać się do lodówki ;)
Pomiędzy rozdawaniem zaproszeń, a wybieraniem kwiatów do bukietu musiałam znaleźć czas na stawienie się w odpowiednim urzędzie by odebrać Kartę Szkolenia Specjalizacyjnego z Położnictwa i Ginekologii. :)
Jeszcze tylko formalności związane z zatrudnieniem, zorganizowanie sobie miejsca pracy najbardziej dla mnie dogodnego i rozpoczynam swoją karierę. W końcu!
Ostatnio jednak mam chwilową przerwę w pracy, wymuszoną całym tym procesem, która jednak jest mi na rękę ze względu na załatwianie różnych formalności związanych zarówno z pracą jak i życiem prywatnym.
A prywatnie - dużo bliskich mi osób zaciążyło w ostatnim czasie, więc tematy z mojej dziedziny są wałkowane na okrągło.
Będę miała co opowiadać jak tylko zacznę pracę już w ramach rozpoczętej specjalizacji.
Póki co - kilka drobnych dyżurów w NŚPL.
P.S.1: W ramach rozwijania zdolności manualnych zaczęłam szydełkować..
P.S.2: Każdemu kto chce schudnąć do sukni ślubnej polecam pracę w szpitalu na wysokich obrotach, kilogramy lecą jak szalone, a dodatkowo nocą nie podjadamy, bo człowiek nawet nie ma siły doczołgać się do lodówki ;)
piątek, 21 marca 2014
79. Na wagę złota
Wystarczyłoby założyć działalność, zgłosić do izby, podpisać dokumenty, dojeżdżać 30 minut do pracy, znów mieszkać razem, wziąć 5400 brutto i otworzyć specjalizację.
I byłoby niby ok.
Tylko, że to interna, a nie ginekologia. Internista jest dla nich na wagę złota.
Trzeba czekać na wyniki rekrutacji. I teoretycznie powinnam się z nich ucieszyć. W praktyce oznacza to jednak jeszcze większą odległość między nami niż do tej pory..
I byłoby niby ok.
Tylko, że to interna, a nie ginekologia. Internista jest dla nich na wagę złota.
Trzeba czekać na wyniki rekrutacji. I teoretycznie powinnam się z nich ucieszyć. W praktyce oznacza to jednak jeszcze większą odległość między nami niż do tej pory..
sobota, 15 marca 2014
78. No revolution
Na rozmowę z władzą czekałam tydzień. O tym czy w ogóle istnieje możliwość przejścia na kontrakt.
Istnieje.
I podobno powinnam była wybrać tę formę zatrudnienia od samego początku nie tylko ze względów finansowych.
Po słonecznym tygodniu nastał deszczowy weekend. To dobrze, może w czasie deszczu chorzy zostaną w domu, bo w słoneczne dni częściej przychodzą na spacer do lekarza.
Na dobry początek dnia depresja, zapalenie piersi oraz tabletka 72 godziny po dla dziewczyny niepełnoletniej. Zgadnijcie czy wszystkich z nich przyjęłam..
Weekend zaczyna się ciekawie.
Istnieje.
I podobno powinnam była wybrać tę formę zatrudnienia od samego początku nie tylko ze względów finansowych.
Po słonecznym tygodniu nastał deszczowy weekend. To dobrze, może w czasie deszczu chorzy zostaną w domu, bo w słoneczne dni częściej przychodzą na spacer do lekarza.
Na dobry początek dnia depresja, zapalenie piersi oraz tabletka 72 godziny po dla dziewczyny niepełnoletniej. Zgadnijcie czy wszystkich z nich przyjęłam..
Weekend zaczyna się ciekawie.
piątek, 7 marca 2014
77. Nagły zwrot akcji
Złożyłam w pracy wypowiedzenie.
Postawiłam wszystko na jedną kartę, na niewiadomą. Marna ze mnie hazardzistka.
Ale po kolei.
W aktualnie trwającej rekrutacji na specjalizację wzięłam udział w dwóch trybach. Poprosiłam o jeden dzień wolny, przejechałam 400 km żeby spotkać się z ordynatorem oraz panią dyrektor z dużego szpitala, zdobyłam niezbędne podpisy załączników i przejechałam kolejne 400 km, żeby na drugi dzień normalnie stawić się w pracy.
Wnioski wypełniłam w terminie, niestety z błędami, które poprawiałam ręcznie. Opieczątkowane przeze mnie wnioski wysłałam, zobaczymy czy one w ogóle przejdą. Z tego powodu za trzy tygodnie może się okazać, że zostałam z niczym.
W tym tygodniu przyszłam do pracy normalnie na swój oddział, po czym po dwóch godzinach poinformowano mnie, że dwa dni w tygodniu pracuję na Izbie Przyjęć. I że mam tam natychmiast zejść, bo dziś jest właśnie ten dzień. Zeszłam, przyjęłam pacjenta, a w międzyczasie napisałam najprostszą formułę wypowiedzenia umowy o pracę, którą złożyłam w sekretariacie, otrzymując jednocześnie potwierdzenie, że druk wpłynął do dyrekcji.
Dziś rozkminiam co tu zrobić z umową zleceniem na dyżury w nocnej i świątecznej pomocy.
Żadna z tych decyzji, o których napisałam, nie była łatwa.
Może jestem młoda, ale nie jestem po to by rozstawiać mnie po kątach. Może zareagowałam zbyt emocjonalnie, ale na co innego się umawiałam w trakcie rozmowy o pracę.
Żal mi zostawiać oddział. Szczerze i prawdziwie żałuję, ale z drugiej strony jeśli dostanę pracę (miejsce szkoleniowe!), po którą jechałam 400 km to i tak czekałoby mnie rozstanie z tym Oddziałem, jednak odbyłoby się to na innych zasadach i w zupełnie innej atmosferze.
W poniedziałek dowiem się co dalej..
Postawiłam wszystko na jedną kartę, na niewiadomą. Marna ze mnie hazardzistka.
Ale po kolei.
W aktualnie trwającej rekrutacji na specjalizację wzięłam udział w dwóch trybach. Poprosiłam o jeden dzień wolny, przejechałam 400 km żeby spotkać się z ordynatorem oraz panią dyrektor z dużego szpitala, zdobyłam niezbędne podpisy załączników i przejechałam kolejne 400 km, żeby na drugi dzień normalnie stawić się w pracy.
Wnioski wypełniłam w terminie, niestety z błędami, które poprawiałam ręcznie. Opieczątkowane przeze mnie wnioski wysłałam, zobaczymy czy one w ogóle przejdą. Z tego powodu za trzy tygodnie może się okazać, że zostałam z niczym.
W tym tygodniu przyszłam do pracy normalnie na swój oddział, po czym po dwóch godzinach poinformowano mnie, że dwa dni w tygodniu pracuję na Izbie Przyjęć. I że mam tam natychmiast zejść, bo dziś jest właśnie ten dzień. Zeszłam, przyjęłam pacjenta, a w międzyczasie napisałam najprostszą formułę wypowiedzenia umowy o pracę, którą złożyłam w sekretariacie, otrzymując jednocześnie potwierdzenie, że druk wpłynął do dyrekcji.
Dziś rozkminiam co tu zrobić z umową zleceniem na dyżury w nocnej i świątecznej pomocy.
Żadna z tych decyzji, o których napisałam, nie była łatwa.
Może jestem młoda, ale nie jestem po to by rozstawiać mnie po kątach. Może zareagowałam zbyt emocjonalnie, ale na co innego się umawiałam w trakcie rozmowy o pracę.
Żal mi zostawiać oddział. Szczerze i prawdziwie żałuję, ale z drugiej strony jeśli dostanę pracę (miejsce szkoleniowe!), po którą jechałam 400 km to i tak czekałoby mnie rozstanie z tym Oddziałem, jednak odbyłoby się to na innych zasadach i w zupełnie innej atmosferze.
W poniedziałek dowiem się co dalej..
piątek, 28 lutego 2014
76. Zimny pot
Hazard uzależnia. Adrenalina uzależnia.
Można spędzić noc na dyżurze przyjmując pacjentów, a po krótkim śnie w trybie interwałowym skoczyć na równe nogi nad ranem, by o 5.00 rano działać na bloku operacyjnym. A później o 8.30.. Później o 12.00.. Jeszcze później o 16.00.. Można na dobre zakończenie takiego dnia wskoczyć w auto i ruszyć po zmroku w trasę liczącą 300 km.. Zasnąć o północy, wstać o 5.00 rano i zrobić w ciągu dnia następnego ponad 450 km..
Energia wtedy z pewnością nie jest dostarczana z pożywieniem.. Je się marnie i niewiele, pije dużo wody.
Ostatnio na bloku przekonałam się skąd się wzięło powiedzenie "Oblał kogoś zimny pot".
Pierwszy raz był bez niespodzianek. Pierwiastka. Położenie, ustawienie, ułożenie malucha jak zwykle. Tak jak powinno być. Kiedy było po wszystkim nie pamiętałam nawet czy to był chłopiec czy dziewczynka. A myślałam, że takie rzeczy jak pierwsze wykonane cięcie cesarskie się pamięta.
Nie pamiętałam. Musiałam pomyśleć chwilę. To była dziewczynka.
Drugi raz musiał już czymś zaskoczyć. Bez wód, położenie miednicowe. Dziewczynka o chabrowych oczach. Śliczne oczy.
Licznik ruszył.
Można spędzić noc na dyżurze przyjmując pacjentów, a po krótkim śnie w trybie interwałowym skoczyć na równe nogi nad ranem, by o 5.00 rano działać na bloku operacyjnym. A później o 8.30.. Później o 12.00.. Jeszcze później o 16.00.. Można na dobre zakończenie takiego dnia wskoczyć w auto i ruszyć po zmroku w trasę liczącą 300 km.. Zasnąć o północy, wstać o 5.00 rano i zrobić w ciągu dnia następnego ponad 450 km..
Energia wtedy z pewnością nie jest dostarczana z pożywieniem.. Je się marnie i niewiele, pije dużo wody.
Ostatnio na bloku przekonałam się skąd się wzięło powiedzenie "Oblał kogoś zimny pot".
Pierwszy raz był bez niespodzianek. Pierwiastka. Położenie, ustawienie, ułożenie malucha jak zwykle. Tak jak powinno być. Kiedy było po wszystkim nie pamiętałam nawet czy to był chłopiec czy dziewczynka. A myślałam, że takie rzeczy jak pierwsze wykonane cięcie cesarskie się pamięta.
Nie pamiętałam. Musiałam pomyśleć chwilę. To była dziewczynka.
Drugi raz musiał już czymś zaskoczyć. Bez wód, położenie miednicowe. Dziewczynka o chabrowych oczach. Śliczne oczy.
Licznik ruszył.
piątek, 21 lutego 2014
75. Bez szału
Egocentryzm do kwadratu w moim autorskim wykonaniu oczywiście.
Szykuje mi się zwrot akcji o 180 stopni.
A i owszem, przystępuję do egzaminu LEKko i bez szału.. Szału nie będzie, specjalizacji nie będzie, "nie będzie niczego" powtórzyłabym za słynną kiedyś postacią wylansowaną na pięć sekund przez media..
Bez szału po weekendzie wrócę do pracy. Zacznę odliczać dni do wypłaty oraz dyżury, które chcę mieć przyjemność podjąć w nadchodzącym tygodniu. Nie uciekłam po pierwszym, może będą ze mnie ludzie.. Ekm.. Lekarze.
Eh.. gdybym miała kompas Jacka Sparowa z Piratów z Karaibów, być może pokazałby mi właściwy kierunek, choć bardziej prawdopodobnym jest, że kręciłby się bezlitośnie w kółko niezaprzeczalnie świadcząc o moim niezdecydowaniu.
Kilka dni temu w ramach rozmyślań zajrzałam na starego bloga w roli czytelnika i już na wstępie ubawiłam się czytając stare posty.. :) Na swój sposób bywam bardziej zabawna niż myślę o sobie na co dzień.. Ostatnio oglądałam też jakieś rodzinne video, na którym wyglądam lepiej niż zwykle sama siebie postrzegam.. Jedyny smutny wniosek z tego płynący to taki, że na co dzień jestem trochę niedowartościowana, ale w sumie jakoś żyję i jednak ktoś mnie za coś kocha, więc może nie jest ze mną aż tak totalnie źle ;)
Są dni kiedy czuję się bardziej spełniona układając i segregując w szufladach bieliznę i skarpetki niż kiedy siedzę w szpitalu.
I wcale mi nie jest wstyd z tego powodu. :)
Moje dni sponsoruje słowo Prokrastynacja i cyferka 3.
Szykuje mi się zwrot akcji o 180 stopni.
A i owszem, przystępuję do egzaminu LEKko i bez szału.. Szału nie będzie, specjalizacji nie będzie, "nie będzie niczego" powtórzyłabym za słynną kiedyś postacią wylansowaną na pięć sekund przez media..
Bez szału po weekendzie wrócę do pracy. Zacznę odliczać dni do wypłaty oraz dyżury, które chcę mieć przyjemność podjąć w nadchodzącym tygodniu. Nie uciekłam po pierwszym, może będą ze mnie ludzie.. Ekm.. Lekarze.
Eh.. gdybym miała kompas Jacka Sparowa z Piratów z Karaibów, być może pokazałby mi właściwy kierunek, choć bardziej prawdopodobnym jest, że kręciłby się bezlitośnie w kółko niezaprzeczalnie świadcząc o moim niezdecydowaniu.
Kilka dni temu w ramach rozmyślań zajrzałam na starego bloga w roli czytelnika i już na wstępie ubawiłam się czytając stare posty.. :) Na swój sposób bywam bardziej zabawna niż myślę o sobie na co dzień.. Ostatnio oglądałam też jakieś rodzinne video, na którym wyglądam lepiej niż zwykle sama siebie postrzegam.. Jedyny smutny wniosek z tego płynący to taki, że na co dzień jestem trochę niedowartościowana, ale w sumie jakoś żyję i jednak ktoś mnie za coś kocha, więc może nie jest ze mną aż tak totalnie źle ;)
Są dni kiedy czuję się bardziej spełniona układając i segregując w szufladach bieliznę i skarpetki niż kiedy siedzę w szpitalu.
I wcale mi nie jest wstyd z tego powodu. :)
Moje dni sponsoruje słowo Prokrastynacja i cyferka 3.
środa, 12 lutego 2014
74. Dzień po nocy
Pierwszy raz nie bolał. Tym razem.
Dyżur w ambulatorium idealny jak na pierwszy raz. Kilka osób wieczorem, sen od 23.00 do 4.30 rano, pacjentka, sen od 5.00 do 6.50, mocna kawa, pacjentka o 7.30, a 7.50 na mój oddział do pracy.
Największym problemem dyżuru okazała się lodówka warcząca niczym stary ciągnik, która obudziła mnie w nocy chyba cztery razy.. Muszę podkreślić, że sen na dyżurze nie daje takiego poczucia wypoczynku jak sen w swoim własnym łóżku w domu. Na posterunku nie ustawiam się na opcję "Off", ale ciągle jestem w trybie "Stand by".
Dzień po dyżurze okazał się dniem udanym, bo sama wepchałam się i wykonałam pierwszą samodzielną histeroskopię. Doktor nie był od początku pozytywnie nastawiony, bo szyjka macicy krótka, a kulociągi popaprane, bo nie chwytają i nie trzymają tkanki tak jak trzeba. Tym razem to doktor trzymał wziernik, a ja wzięłam sprawy w swoje ręce. Zmierzyłam długość macicy, hegarowałam, ustawiałam histeroskop, oglądałam jamę, usunęłam polipy i pobrałam wycinki.
Doktor zadowolony, bo się udało, instrumentariuszki zadowolone, że po robocie, ja zadowolona, bo poszło szybko i sprawnie.
Feels good. :)
wtorek, 11 lutego 2014
73. 18.00 - 8.00
Nocna Świąteczna Pomoc Lekarska po raz pierwszy..
Papierów do napisania więcej niż pacjentów ;) względny spokój.. Do czasu? Być może..
Jeszcze 10 godzin 20 minut.. :)
Papierów do napisania więcej niż pacjentów ;) względny spokój.. Do czasu? Być może..
Jeszcze 10 godzin 20 minut.. :)
wtorek, 21 stycznia 2014
72. Dwa miesiące
Początki są trudne. Pierwsze dni i tygodnie nowej pracy są trudne.
Po dwóch miesiącach mogę powiedzieć, że w miarę ogarniam co z czym i do czego. Już nawet nie chodzi o część zabiegową, ale o papiery oraz o to jak połączyć statystykę z kodami ICD-10, ICD-9 i jak skleić to w jedną całość, która będzie wszystkim pasować począwszy od pacjentki aż po NFZ.
Do domu wracam zmęczona.
Robiąc USG dzieciaki w brzuchu kopią sondę, dostają czkawki, ssą kciuk, chowają nogi tak, że na próżno szukam długości kości udowej, zakrywają pępowinę i generalnie przeważnie robią sobie wszystko co chcą, a Ty człowieku baw się z nimi sondą w berka i chowanego.
Pacjentki jak czegoś chcą to współpracują i są grzeczne. Jak zależy im na tym żeby urodzić i przepchnąć z sukcesem malucha przez kanał rodny, wtedy cierpliwie milczą. A kiedy po porodzie - nawet bardzo męczącym - chce się założyć im 5 szwów na krocze to przy czwartym wzdychają "Czemu tak dłuuugo?" i przewracają oczami.
Przejaskrawiam oczywiście, bo czasem zamiast pięciu szwów jest dziesięć na przykład. Co nie zmienia faktu, że nagle zaczyna im się dokądś spieszyć i najchętniej by już wstały i sobie poszły.
Kilka Pań przyszło do szpitala jak do zakładu usługowego. Nazywam się tak i tak i przyszłam po to żebyście wyciągnęli ze mnie dziecko. Życzę sobie badanie to i to, wykonane przez tego i tego lekarza, a wyciąganie dziecka chcę jutro o godzinie 8:37 rano. Proszę o wykonanie według życzenia klienta. Płacę składki to wymagam. Dziękuję. Do widzenia.
Eh.. No to do widzenia.
Po dwóch miesiącach mogę powiedzieć, że w miarę ogarniam co z czym i do czego. Już nawet nie chodzi o część zabiegową, ale o papiery oraz o to jak połączyć statystykę z kodami ICD-10, ICD-9 i jak skleić to w jedną całość, która będzie wszystkim pasować począwszy od pacjentki aż po NFZ.
Do domu wracam zmęczona.
Robiąc USG dzieciaki w brzuchu kopią sondę, dostają czkawki, ssą kciuk, chowają nogi tak, że na próżno szukam długości kości udowej, zakrywają pępowinę i generalnie przeważnie robią sobie wszystko co chcą, a Ty człowieku baw się z nimi sondą w berka i chowanego.
Pacjentki jak czegoś chcą to współpracują i są grzeczne. Jak zależy im na tym żeby urodzić i przepchnąć z sukcesem malucha przez kanał rodny, wtedy cierpliwie milczą. A kiedy po porodzie - nawet bardzo męczącym - chce się założyć im 5 szwów na krocze to przy czwartym wzdychają "Czemu tak dłuuugo?" i przewracają oczami.
Przejaskrawiam oczywiście, bo czasem zamiast pięciu szwów jest dziesięć na przykład. Co nie zmienia faktu, że nagle zaczyna im się dokądś spieszyć i najchętniej by już wstały i sobie poszły.
Kilka Pań przyszło do szpitala jak do zakładu usługowego. Nazywam się tak i tak i przyszłam po to żebyście wyciągnęli ze mnie dziecko. Życzę sobie badanie to i to, wykonane przez tego i tego lekarza, a wyciąganie dziecka chcę jutro o godzinie 8:37 rano. Proszę o wykonanie według życzenia klienta. Płacę składki to wymagam. Dziękuję. Do widzenia.
Eh.. No to do widzenia.
czwartek, 16 stycznia 2014
71. Abrazja diagnostyczna
Wpadłam do gabinetu chwilę po porodzie fizjologicznym. Nie moim oczywiście.
Słyszę: powiedz nam jak się wykonuje abrazję diagnostyczną?
-Yyyy...? - wyrwało mi się cicho.. Przemyślałam pytanie i powoli, zacinając się zaczęłam mówić oczywiście w towarzystwie podpowiedzi specjalisty, autora pytania:
- Po założeniu wziernika zakładamy kulociąg na przednią wargę szyjki, czasem zakłada się też drugi kulociąg na tylną wargę, w każdym razie wszystko po to by mieć dobry dostęp do kanału oraz wyprostować sobie zagięcie między szyjką a trzonem i mieć dobry dostęp do jamy. Wprowadzamy sondę aby zmierzyć długość/głębokość jamy i kanału żebyśmy wiedzieli jak daleko wolno nam wprowadzić łyżkę. Później hegarowanie - zacząć od takiego rozmiaru Hegara jaki uda nam się wprowadzić pokonując delikatnie opór w kanale i ujściu wewnętrznym. Małą łyżką łyżeczkujemy kanał szyjki pobierając materiał do badania. Łyżkę nieco większą wprowadzamy powoli do jamy macicy, narzędzie trzymamy bardzo luźno i delikatnie, tak by łyżka wysunęła nam się z palców, gdy osiągnie dno macicy. Zdecydowanymi mocnymi ruchami pociągamy łyżką do siebie i tak raz koło razu na przykład zgodnie z ruchem wskazówek zegara łyżeczkujemy jamę. Na koniec pobieramy wycinki z szyjki, materiał wysyłamy na diagnostykę hist-pat.
W tym czasie zajrzała do gabinetu położna: "Pacjentka gotowa." i chwilę później pod okiem specjalisty wykonywałam zabieg.
Kilka dni temu zaliczyłam marsupializację torbieli gruczołu Bartholina.
Naciąć na krzyż, ewakuować ropną treść, włożyć palec do środka i skontrolować jamę przerywając delikatnie palcem ewentualne przegrody. Później przyszywamy brzegi rany do skóry zwracając uwagę na to by igłą złapać również brzeg ropnia, który nacięliśmy.
Jednym słowem uczę się czegoś nowego.
niedziela, 29 grudnia 2013
70. Cięcie
Kiedy mówiono mi, że nici chirurgiczne przy wiązaniu przecinają palce myślałam, że to bujda. Od piątku sama mam poprzecinane palce i bolą ;(
Pierwszy raz stanęłam do cięcia jako jedyna asysta. Mój nauczyciel to doświadczony operator, więc się nie bałam, zresztą nie było czasu się bać. Zastanawiam się co bym tu mogła opowiedzieć - ..."cięciem poprzecznym otwarto jamę brzuszną...", zdrowy płód wydobyto szybko, później operator zajął się macicą. Ja nie chciałam jeszcze jej szyć, to jednak macica i powinna być zrobiona na dwieście procent dobrze. Do mnie należało zszycie powięzi, podskórnej i skóry szwem śródskórnym - dlatego chyba to było jedno z dłuższych cięć ever ;)
Świąteczna objazdówka zakończona, a św. Mikołaj był bardzo hojny w tym roku. Może to przede wszystkim dlatego, że Mój Mikołaj jest naj-! Naj-! Najlepszy na świecie ;)
I tylko jak to zrobić, żeby do tego mojego Mikołaja wrócić jak najszybciej? Hm..
P.S.: Byłam przekonana, że przeprowadzka i praca w nowym miejscu nie będzie mnie strasznie stresować i nadal mi się tak wydaje.. Okazało się jednak ostatnio, że znów schudłam i ważę mniej niż kiedykolwiek na studiach lub a czasie studenckich sesji.. Hm...
Pierwszy raz stanęłam do cięcia jako jedyna asysta. Mój nauczyciel to doświadczony operator, więc się nie bałam, zresztą nie było czasu się bać. Zastanawiam się co bym tu mogła opowiedzieć - ..."cięciem poprzecznym otwarto jamę brzuszną...", zdrowy płód wydobyto szybko, później operator zajął się macicą. Ja nie chciałam jeszcze jej szyć, to jednak macica i powinna być zrobiona na dwieście procent dobrze. Do mnie należało zszycie powięzi, podskórnej i skóry szwem śródskórnym - dlatego chyba to było jedno z dłuższych cięć ever ;)
Świąteczna objazdówka zakończona, a św. Mikołaj był bardzo hojny w tym roku. Może to przede wszystkim dlatego, że Mój Mikołaj jest naj-! Naj-! Najlepszy na świecie ;)
I tylko jak to zrobić, żeby do tego mojego Mikołaja wrócić jak najszybciej? Hm..
P.S.: Byłam przekonana, że przeprowadzka i praca w nowym miejscu nie będzie mnie strasznie stresować i nadal mi się tak wydaje.. Okazało się jednak ostatnio, że znów schudłam i ważę mniej niż kiedykolwiek na studiach lub a czasie studenckich sesji.. Hm...
czwartek, 19 grudnia 2013
69. Jedna na dziesięć
Nie chcę wprowadzać wydumanej statystyki, kłamliwej, takiej ściągniętej z sufitu, ale dziewięć na dziesięć kobiet przychodzących na ginekologię do planowanych zabiegów jest w pełni zdrowa, ewentualnie są pod kontrolą specjalistyczną choćby z powodu początków cukrzycy. Jedna na dziesięć naprawdę "coś" ma.
Dziś trafiła mi się jedna na dziesięć. Ale zacznę od tego, że cały dzień dosłownie nie miałam chwili żeby usiąść. Albo było tyle pracy, albo ktoś mnie wykorzystuje. W każdym razie starałam się wyrabiać z robotą, skończyć wypisy, zajrzeć na blok porodowy, nie zemdleć przy porodzie i odbierać wszystkie telefony z innych oddziałów. O 13.00 nie miałam siły wstać z krzesła, a jeszcze czekała przede mną historia pacjentki do zbadania. "Nie ma co, trzeba iść." pomyślałam. Pacjentka oprócz tego, że miała wadę zastawki mitralnej, nie przyznała się, że "coś wyszło" przy badaniu piersi. Zbadałam, "coś" wielkości dużego winogrona w jednej z piersi. Hm... Później już dowiedziałam się, że ordynator o tym wie i że ochrzaniła delikatnie pacjentkę za bagatelizowanie sprawy. Czeka ją skierowanie do specjalisty. Ale czy pójdzie?
Nauka dla mnie: choćbym padała na twarz lub zasypiała na stojąco - myśleć o wszystkim, badać wszystko, nie pomijać niczego.
Ostatnio też pojechałam po 21 do szpitala wziąć udział w porodzie fizjologicznym. Ciągle uczę się oceniać szyjkę i ile jest rozwarcia. Dziś też był fizjologiczny, obie Panie wieloródki, po pęknięciu pęcherza płodowego poród ładnie przyspieszał i maluchy rodziły się bardzo szybko, bez nacinania krocza. Wcześniej w tamtym nocnym porodzie, po urodzeniu dziecka łożysko u pacjentki ładnie się oddzielało, więc pokazano mi jak je dobrze wydobyć i ocenić jego wygląd. Po tamtym nocnym porodzie do domu wróciłam kiedy w radiu zaczynały się właśnie wiadomości o godz. 1:00 w nocy.
No cóż, trzeba - żeby się nauczyć.
PS. Czasem mam wrażenie, że ktoś na moich potknięciach próbuje wypaść lepiej. I to nie pierwszy raz odkąd tu jestem..
Dziś skrótami myślowymi opisując poród, amniotomię określiłam słowami "położna zrobiła dziurkę", co spotkało się z gromką salwą śmiechu i odpowiedzią, że położna zrobiła amniocentezę.
Zaśmiałam się również, choć nie bez zawstydzenia, bo pomyślałam, że pojęcia mi się pomieszały, ale wróciłam do domu i sprawdziłam. Amniotomia to jedno, amnioskopia to drugie, a amniocenteza to trzecie.
Ciocia wikipedia poucza, że Bręborowicz używa zamiennie słów amniopunkcja i amniocenteza, natomiast Troszyński używa słowa amniocenteza jako synonimu amniotomii.
Jak dla mnie amniocenteza to nie amniotomia.
Szczerze? Wkurwia mnie robienie ze mnie pajaca po to żeby było śmiesznie..
Here we go:
Amniocentesis (also referred to as amniotic fluid test or AFT) is a medical procedure in which a small amount od amniotic fluid, which contains fetal tissues, is sampled from theamnion or amniotic sac surrounding a developing fetus, and the fetal DNA is examined for genetic abnormalities.
Artificial rupture of membranes (AROM), also known as an aniotomy, may be performed by a midwife or obstetrician to induce or accelerate labor. The membranes may be ruptured using a specialized tool, such as an amniohook or amnicot, or they may be ruptured by the proceduralist's finger.
Eh.. I na koniec dnia myślę sobie "K..wa.."...
Dziś trafiła mi się jedna na dziesięć. Ale zacznę od tego, że cały dzień dosłownie nie miałam chwili żeby usiąść. Albo było tyle pracy, albo ktoś mnie wykorzystuje. W każdym razie starałam się wyrabiać z robotą, skończyć wypisy, zajrzeć na blok porodowy, nie zemdleć przy porodzie i odbierać wszystkie telefony z innych oddziałów. O 13.00 nie miałam siły wstać z krzesła, a jeszcze czekała przede mną historia pacjentki do zbadania. "Nie ma co, trzeba iść." pomyślałam. Pacjentka oprócz tego, że miała wadę zastawki mitralnej, nie przyznała się, że "coś wyszło" przy badaniu piersi. Zbadałam, "coś" wielkości dużego winogrona w jednej z piersi. Hm... Później już dowiedziałam się, że ordynator o tym wie i że ochrzaniła delikatnie pacjentkę za bagatelizowanie sprawy. Czeka ją skierowanie do specjalisty. Ale czy pójdzie?
Nauka dla mnie: choćbym padała na twarz lub zasypiała na stojąco - myśleć o wszystkim, badać wszystko, nie pomijać niczego.
Ostatnio też pojechałam po 21 do szpitala wziąć udział w porodzie fizjologicznym. Ciągle uczę się oceniać szyjkę i ile jest rozwarcia. Dziś też był fizjologiczny, obie Panie wieloródki, po pęknięciu pęcherza płodowego poród ładnie przyspieszał i maluchy rodziły się bardzo szybko, bez nacinania krocza. Wcześniej w tamtym nocnym porodzie, po urodzeniu dziecka łożysko u pacjentki ładnie się oddzielało, więc pokazano mi jak je dobrze wydobyć i ocenić jego wygląd. Po tamtym nocnym porodzie do domu wróciłam kiedy w radiu zaczynały się właśnie wiadomości o godz. 1:00 w nocy.
No cóż, trzeba - żeby się nauczyć.
PS. Czasem mam wrażenie, że ktoś na moich potknięciach próbuje wypaść lepiej. I to nie pierwszy raz odkąd tu jestem..
Dziś skrótami myślowymi opisując poród, amniotomię określiłam słowami "położna zrobiła dziurkę", co spotkało się z gromką salwą śmiechu i odpowiedzią, że położna zrobiła amniocentezę.
Zaśmiałam się również, choć nie bez zawstydzenia, bo pomyślałam, że pojęcia mi się pomieszały, ale wróciłam do domu i sprawdziłam. Amniotomia to jedno, amnioskopia to drugie, a amniocenteza to trzecie.
Ciocia wikipedia poucza, że Bręborowicz używa zamiennie słów amniopunkcja i amniocenteza, natomiast Troszyński używa słowa amniocenteza jako synonimu amniotomii.
Jak dla mnie amniocenteza to nie amniotomia.
Szczerze? Wkurwia mnie robienie ze mnie pajaca po to żeby było śmiesznie..
Here we go:
Amniocentesis (also referred to as amniotic fluid test or AFT) is a medical procedure in which a small amount od amniotic fluid, which contains fetal tissues, is sampled from theamnion or amniotic sac surrounding a developing fetus, and the fetal DNA is examined for genetic abnormalities.
Artificial rupture of membranes (AROM), also known as an aniotomy, may be performed by a midwife or obstetrician to induce or accelerate labor. The membranes may be ruptured using a specialized tool, such as an amniohook or amnicot, or they may be ruptured by the proceduralist's finger.
Eh.. I na koniec dnia myślę sobie "K..wa.."...
środa, 11 grudnia 2013
68. Step by step
Do małego szpitala trafia wszystko z okolicy, jak leci. Zdarza mi się wzdychać i myśleć OMG.
Long story short przyjeżdżają dziewczyny najróżniejsze - od takiej, która powinna była ze skierowaniem zgłosić się do ośrodka referencyjnego, bo w immunosupresji po przeszczepie, jara jak smok, a na dodatek przestała brać leki, więc przeszczep zaczyna odrzucać - przyszła do małego szpitala w pierwszym okresie porodu.. po dziewczyny w ciąży, które albo popieścił prąd z lampek choinkowych, albo są opóźnione i nie rozumieją o co się je pyta, nie wiedzą nawet kiedy mogły zajść w ciążę, bo nie liczyły kiedy była miesiączka. Przychodzą dziewczyny garujące, świętujące toastami domniemane niezaciążenie, również takie, które toastami świętują zajście w ciążę.
Tyle ile kobiet, tyleż opowieści.
I'm sorry, ale nie spotykam na co dzień kobiet pachnących, zadbanych, z karierą i pieniędzmi, które tygodniami czytają poradniki jak być zdrową w ciąży, które płacą dużą kasę za USG 4D, które pilnują czasem lepiej niż lekarz ile brać magnezu, kwasu foliowego i witamin B, które po prostu o siebie dbają.
Nie wolno mi nikogo oceniać. Nie wolno żadnemu z nas nikogo oceniać pod żadnym pozorem. Czasem sobie tylko myślę, jakie to życie jest popaprane. Gdzieś tam w świecie jakaś kobieta dba o siebie, stara się o tę jedną wymarzoną ciążę jak tylko może i walczy o każdy dzień życia dziecka, gdzieś w świecie rodzą się dzieci niechciane, gdzieś jakaś kobieta przeżywa któreś z kolei poronienie, a tymczasem ja tu siedzę z dziewczyną nieświadomą czym jest ciąża, jak wpływa alkohol na mózg 8 tygodniowego płodu i w sumie sprawia wrażenie jakby to lekarzom w tej sekundzie bardziej zależało.
Nie wolno mi oceniać. Nie wolno.
Życie.
A ja naiwna byłam przekonana, że już mi przeszło myślenie o życiu, pracy, ludziach z taką wiarą, że wszyscy są dobrzy! Że wszystkim zależy by było dobrze! I myślałam o tym tak bezkrytycznie!
Życie.
Na bloku natomiast zawsze jest fajnie. Pacjentka śpi, brzuch otwierany cięciem poprzecznym, dokopujemy się do tego co trzeba usunąć, wydobywamy, wywalamy, łatamy, zamykamy :) Albo wchodzimy kamerą do jamy macicy, szybka ocena, po niej łyżeczkowanie i gotowe. Szybko i z efektem.
Od czterech tygodni jestem osobą towarzyszącą. Towarzyszę w szyciu krocza, histeroskopiach i asystuję w operacjach, uczę się szyć. Uczę się badać pacjentki ciężarne i nieciężarne, opisywać badanie ginekologiczne, zlecać badania i leki adekwatnie do potrzeb. Nadal jeszcze robię to wszystko trochę koślawo.. ale uczę się. Na zabiegówkach wiadomo, że w grudniu im bliżej świąt tym mniej roboty, bo punkty już prawie wyrobione, bo od stycznia nowy kontrakt, bo kobiety nawet rodzić przestają, gdyż przecież trzeba karpia oprawić i dwanaście potraw przygotować, a potem w sylwestra choć łyk szampana wypić. A gdy już wypełnią te obowiązki należące do niewiast, zdecydują, że czas wydać na świat potomka i przyjdą rodzic wszystkie na raz.
Mam nadzieję, że przyjdą, bo przecież ja muszę się uczyć! ;)
Long story short przyjeżdżają dziewczyny najróżniejsze - od takiej, która powinna była ze skierowaniem zgłosić się do ośrodka referencyjnego, bo w immunosupresji po przeszczepie, jara jak smok, a na dodatek przestała brać leki, więc przeszczep zaczyna odrzucać - przyszła do małego szpitala w pierwszym okresie porodu.. po dziewczyny w ciąży, które albo popieścił prąd z lampek choinkowych, albo są opóźnione i nie rozumieją o co się je pyta, nie wiedzą nawet kiedy mogły zajść w ciążę, bo nie liczyły kiedy była miesiączka. Przychodzą dziewczyny garujące, świętujące toastami domniemane niezaciążenie, również takie, które toastami świętują zajście w ciążę.
Tyle ile kobiet, tyleż opowieści.
I'm sorry, ale nie spotykam na co dzień kobiet pachnących, zadbanych, z karierą i pieniędzmi, które tygodniami czytają poradniki jak być zdrową w ciąży, które płacą dużą kasę za USG 4D, które pilnują czasem lepiej niż lekarz ile brać magnezu, kwasu foliowego i witamin B, które po prostu o siebie dbają.
Nie wolno mi nikogo oceniać. Nie wolno żadnemu z nas nikogo oceniać pod żadnym pozorem. Czasem sobie tylko myślę, jakie to życie jest popaprane. Gdzieś tam w świecie jakaś kobieta dba o siebie, stara się o tę jedną wymarzoną ciążę jak tylko może i walczy o każdy dzień życia dziecka, gdzieś w świecie rodzą się dzieci niechciane, gdzieś jakaś kobieta przeżywa któreś z kolei poronienie, a tymczasem ja tu siedzę z dziewczyną nieświadomą czym jest ciąża, jak wpływa alkohol na mózg 8 tygodniowego płodu i w sumie sprawia wrażenie jakby to lekarzom w tej sekundzie bardziej zależało.
Nie wolno mi oceniać. Nie wolno.
Życie.
A ja naiwna byłam przekonana, że już mi przeszło myślenie o życiu, pracy, ludziach z taką wiarą, że wszyscy są dobrzy! Że wszystkim zależy by było dobrze! I myślałam o tym tak bezkrytycznie!
Życie.
Na bloku natomiast zawsze jest fajnie. Pacjentka śpi, brzuch otwierany cięciem poprzecznym, dokopujemy się do tego co trzeba usunąć, wydobywamy, wywalamy, łatamy, zamykamy :) Albo wchodzimy kamerą do jamy macicy, szybka ocena, po niej łyżeczkowanie i gotowe. Szybko i z efektem.
Od czterech tygodni jestem osobą towarzyszącą. Towarzyszę w szyciu krocza, histeroskopiach i asystuję w operacjach, uczę się szyć. Uczę się badać pacjentki ciężarne i nieciężarne, opisywać badanie ginekologiczne, zlecać badania i leki adekwatnie do potrzeb. Nadal jeszcze robię to wszystko trochę koślawo.. ale uczę się. Na zabiegówkach wiadomo, że w grudniu im bliżej świąt tym mniej roboty, bo punkty już prawie wyrobione, bo od stycznia nowy kontrakt, bo kobiety nawet rodzić przestają, gdyż przecież trzeba karpia oprawić i dwanaście potraw przygotować, a potem w sylwestra choć łyk szampana wypić. A gdy już wypełnią te obowiązki należące do niewiast, zdecydują, że czas wydać na świat potomka i przyjdą rodzic wszystkie na raz.
Mam nadzieję, że przyjdą, bo przecież ja muszę się uczyć! ;)
niedziela, 1 grudnia 2013
67. Dwa tygodnie później
Nadeszła taka pora roku, gdy za oknem ciemno jest o świcie kiedy szykuję się do pracy oraz kiedy z pracy wychodzę po godzinach i wracam do domu. Przyzwyczajona do dużego miasta, w którym prywatne sprawy nie raz załatwiałam po godzinie 20.00, musiałam na nowo odnaleźć się w rzeczywistości, w której pocztę zamykają o 17.00, a sklepy o 18.00, najpóźniej o 19.00. Ciężko się zorganizować zwłaszcza w dni, w które wychodzę z pracy za piętnaście piąta. Bywają dni, kiedy nie mam czasu skoczyć w pracy na 30 sekund do łazienki.
Na początku myślałam, że będę w stanie opisywać co nowego udało mi się nauczyć każdego dnia. Po pierwszym tygodniu wiem, że się nie da. W domu pochłaniam szybko obiad, siadam na kanapie przed TV, niby chcę odpocząć, ale tak naprawdę to nie mogę się z tej kanapy podnieść. Potem na 15 minut oczy same mi się zamykają i na krótko urywa mi się film. W drugim tygodniu pracy zaczęłam zostawiać rano rozłożone posłane łóżko. I tak po powrocie z pracy padnę na nie i już nie wstanę. Podniosę się dopiero rano.
Ja i On mieszkamy teraz osobno. On w dużym mieście, ja na Alasce. Z powodu głupich weekendowych dyżurów widujemy się co drugi tydzień w weekendy. Oboje wolimy wszystko robić razem - gotować, sprzątać, prać, prasować. Po prostu żyć. Ale póki co się nie da. Osobno nawet sen jest jakiś taki nijaki. Przyszła do mnie taka myśl, że może rzucić to wszystko w pizdu i wracać do Niego? On mówi, że to zły pomysł, żeby na razie było tak jak jest. Żebym się uczyła tego co później będzie mi potrzebne.
A żeby nie było żadnych wątpliwości i żeby nie przekłamywać rzeczywistości to mówię wprost: ja nie mam otwartej specjalizacji i nie uważam się przez to w jakiś sposób gorsza od innych. Tym razem nie było takiej możliwości. Może następnym razem. A może jeszcze później. Pracuję na Ginekologii - tak jak chciałam. Uczę się tego czego chciałam i nawet wiem na pewno, że uczę się więcej niż niejeden ex-stażysta w dużym szpitalu. A formalności? Jeszcze zdążę jakoś to załatwić..
Jestem dumna, że pracę zaczęłam niemalże zaraz po stażu i uniknęłam rejestrowania się jako bezrobotny, żeby zapewnić sobie ciągłość ubezpieczenia.
Na początku myślałam, że będę w stanie opisywać co nowego udało mi się nauczyć każdego dnia. Po pierwszym tygodniu wiem, że się nie da. W domu pochłaniam szybko obiad, siadam na kanapie przed TV, niby chcę odpocząć, ale tak naprawdę to nie mogę się z tej kanapy podnieść. Potem na 15 minut oczy same mi się zamykają i na krótko urywa mi się film. W drugim tygodniu pracy zaczęłam zostawiać rano rozłożone posłane łóżko. I tak po powrocie z pracy padnę na nie i już nie wstanę. Podniosę się dopiero rano.
Ja i On mieszkamy teraz osobno. On w dużym mieście, ja na Alasce. Z powodu głupich weekendowych dyżurów widujemy się co drugi tydzień w weekendy. Oboje wolimy wszystko robić razem - gotować, sprzątać, prać, prasować. Po prostu żyć. Ale póki co się nie da. Osobno nawet sen jest jakiś taki nijaki. Przyszła do mnie taka myśl, że może rzucić to wszystko w pizdu i wracać do Niego? On mówi, że to zły pomysł, żeby na razie było tak jak jest. Żebym się uczyła tego co później będzie mi potrzebne.
A żeby nie było żadnych wątpliwości i żeby nie przekłamywać rzeczywistości to mówię wprost: ja nie mam otwartej specjalizacji i nie uważam się przez to w jakiś sposób gorsza od innych. Tym razem nie było takiej możliwości. Może następnym razem. A może jeszcze później. Pracuję na Ginekologii - tak jak chciałam. Uczę się tego czego chciałam i nawet wiem na pewno, że uczę się więcej niż niejeden ex-stażysta w dużym szpitalu. A formalności? Jeszcze zdążę jakoś to załatwić..
Jestem dumna, że pracę zaczęłam niemalże zaraz po stażu i uniknęłam rejestrowania się jako bezrobotny, żeby zapewnić sobie ciągłość ubezpieczenia.
piątek, 15 listopada 2013
66. Mój Przystanek Alaska S01E01
Let's begin..
Być może niektórzy z Was pamiętają amerykański serial "Przystanek Alaska", a przede wszystkim to jak się rozpoczyna.. Ja zaczęłam dziś mój "Przystanek Alaska". Season 01 Episode 01.
Dzień pierwszy: papierologia. A raczej jej brak. Umowa będzie w poniedziałek, stawka też. W zamian za to na dobry początek dostałam hasło "Sezamie otworz się" na parking dla pracowników. Choć nikt nie obiecuje, że o 7:25 rano będzie tam wolne miejsce.
Pacjentka zapytała położną czy pamięta ile porodów już odebrała. Nie sposób zliczyć. Wie tylko, że jedno z pierwszych odebranych dzieci ma dziś 33 lata i ma już swoje dziecko. Ciekawe kiedy ja przestanę liczyć. A kiedy zacząć? Kiedy uruchomić licznik?
Jedno wiem. Zdam się na położne i ich 30-letnie doświadczenie w zawodzie. Niech mnie uczą.
Pobieżnie przejrzałam dziś karty pacjentek. Miejsca, które normalnie wypełniają studenci/ stażyści/ młodzi rezydenci w szpitalach klinicznych, na mojej Alasce wypełniają położne. W istocie zacne kobiety.
Aha - o dziwo nie zemdlałam jak to zwykle w moim przypadku bywało.. ;)
Aha - o dziwo nie zemdlałam jak to zwykle w moim przypadku bywało.. ;)
sobota, 26 października 2013
65. Zamiast..
No nie można mieć wszystkiego.
Zebrało mi się ostatnio na przewartościowania mojego świata.
Zamiast zawodowych wojaży po Europie - mały kąt w Ojczyźnie. Zamiast struggling at work abroad - borykanie się z pracą i w pracy na miejscu.
Zamiast pakowania walizek - strojenie się w białe sukienki.
Zamiast szeroko zakrojonych rozważań i konsultacji - rozmowy tylko z jednym człowiekiem.
Staż się kończy, czas do prawdziwej pracy.
Jeszcze chwila, jeszcze trochę i wszystko stanie się jasne.
Nadal jestem miłośniczką Wysp Brytyjskich i znów tęsknię za Deszczową Wyspą. Dla lubiących ciekawostki i medyczne skandale polecam wpisać w wyszukiwarkę hasło Stafford Hospital scandal oraz dr Daniel Ubani.
Zebrało mi się ostatnio na przewartościowania mojego świata.
Zamiast zawodowych wojaży po Europie - mały kąt w Ojczyźnie. Zamiast struggling at work abroad - borykanie się z pracą i w pracy na miejscu.
Zamiast pakowania walizek - strojenie się w białe sukienki.
Zamiast szeroko zakrojonych rozważań i konsultacji - rozmowy tylko z jednym człowiekiem.
Staż się kończy, czas do prawdziwej pracy.
Jeszcze chwila, jeszcze trochę i wszystko stanie się jasne.
Nadal jestem miłośniczką Wysp Brytyjskich i znów tęsknię za Deszczową Wyspą. Dla lubiących ciekawostki i medyczne skandale polecam wpisać w wyszukiwarkę hasło Stafford Hospital scandal oraz dr Daniel Ubani.
czwartek, 12 września 2013
64. W trybach tryby zaskoczyły...
Tryb jako-taki, tryb owaki... Tryb rezydencki, pozarezydencki.. Pozarezydencki ze specjalizacją, bez specjalizacji... O maj gad....
Moje tryby zaskakują bardzo powoli.. "Jezus Maria nie ogarniam..."
Z bólem głowy dzwonię, pytam, próbuję zrozumieć.. Już coś świta.. No bo jak tu działać, żeby zdziałać zatrudnienie i nie zostać niespotykanym zjawiskiem - lekarzem bezrobotnym? ;)
Rezydentury ogłosili, podobno rzucili nam ich hojnie, ale oczywiście nie wszystkie specjalizacje są dostępne, więc co tu zrobić.
Jak zwykle interny i rodzinnej jest Ci dostatek.
Jedno wiem. Brytyjczycy w swej irytującej skrupulatności utworzyli odpowiednie strony www poświęcone tylko i wyłącznie zasadom jakie obowiązują aplikując na staż, w trakcie stażu, aplikując na specjalizację oraz generalnie opisujące jak kierować swoją medyczną karierę. Na tych stronach można było znaleźć odpowiedź na absolutnie każde pytanie, można było rozwiać każdą wątpliwość jeśli tylko wiedziało się gdzie szukać i szukało dość dokładnie.
U nas trzeba dzwonić, a Panie w urzędach powtarzają i tłumaczą po stokroć wyjaśnienia tych samych procedur. No cóż, może tak jest wygodniej? Nie wiem.
Moje tryby zaskakują bardzo powoli.. "Jezus Maria nie ogarniam..."
Z bólem głowy dzwonię, pytam, próbuję zrozumieć.. Już coś świta.. No bo jak tu działać, żeby zdziałać zatrudnienie i nie zostać niespotykanym zjawiskiem - lekarzem bezrobotnym? ;)
Rezydentury ogłosili, podobno rzucili nam ich hojnie, ale oczywiście nie wszystkie specjalizacje są dostępne, więc co tu zrobić.
Jak zwykle interny i rodzinnej jest Ci dostatek.
Jedno wiem. Brytyjczycy w swej irytującej skrupulatności utworzyli odpowiednie strony www poświęcone tylko i wyłącznie zasadom jakie obowiązują aplikując na staż, w trakcie stażu, aplikując na specjalizację oraz generalnie opisujące jak kierować swoją medyczną karierę. Na tych stronach można było znaleźć odpowiedź na absolutnie każde pytanie, można było rozwiać każdą wątpliwość jeśli tylko wiedziało się gdzie szukać i szukało dość dokładnie.
U nas trzeba dzwonić, a Panie w urzędach powtarzają i tłumaczą po stokroć wyjaśnienia tych samych procedur. No cóż, może tak jest wygodniej? Nie wiem.
środa, 28 sierpnia 2013
63. W WKU
Ech, najwyraźniej nastał dzień, w którym pozazdrościłam koleżankom, że nieco ponad rok temu dostąpiły zaszczytu stawienia się na komisji w WKU.
Wynalazłam więc jakiś prywatny interes do panów wojskowych, wskoczyłam w auto i pognałam do jaskini mundurowych.
Już drzwi wejściowe stawiły mi opór, gdyż oczywiście pchałam nie w tę stronę.. Gdy znalazłam się już w środku, pan ochroniarz zza szybki spytał uprzejmie w czym może pomóc. Łamaną polszczyzną wytłumaczyłam najlepiej jak umiałam o co kaman, po czym na prośbę strażnika wręczyłam mu mój dowód osobisty. Pan spisał mnie i polecił udać się do pokoju nr 14.
Znalazłam pokój, znalazłam Pana, z którym miałam rozmawiać i śmiało zaczęłam wykładać swoją sprawę. Och, ileż ja się dowiedziałam o szkoleniach jakie mogą mnie czekać przed wstąpieniem do rezerwy! :) Na koniec okazało się, że człowiek, który mógłby mi pomóc nieco więcej jest właśnie na urlopie, podziękowałam więc i wychodząc zderzyłam się na korytarzu z trzema młodzieńcami prawdopodobnie wstępującymi właśnie do mundurowych.
Zmierzyli mnie wzrokiem od stóp do głów, ale co tam..
W sumie - mogli się trochę zdziwić, bo jako potencjalną poborową, która deklaruje chęć czołgania się w błocie, mieli przed sobą wymalowaną, długowłosą blondyneczkę, w różowej koszuli, różowych paznokciach, białych spodniach, białej torebeczce i błękitnych sandałkach...
Ale wizja tego ciekawego obrazka dotarła do mnie nieco później ;) Wtedy, kiedy drzwi wyjściowe znów stawiły mi opór, bo pchałam w złym kierunku ;)
Wynalazłam więc jakiś prywatny interes do panów wojskowych, wskoczyłam w auto i pognałam do jaskini mundurowych.
Już drzwi wejściowe stawiły mi opór, gdyż oczywiście pchałam nie w tę stronę.. Gdy znalazłam się już w środku, pan ochroniarz zza szybki spytał uprzejmie w czym może pomóc. Łamaną polszczyzną wytłumaczyłam najlepiej jak umiałam o co kaman, po czym na prośbę strażnika wręczyłam mu mój dowód osobisty. Pan spisał mnie i polecił udać się do pokoju nr 14.
Znalazłam pokój, znalazłam Pana, z którym miałam rozmawiać i śmiało zaczęłam wykładać swoją sprawę. Och, ileż ja się dowiedziałam o szkoleniach jakie mogą mnie czekać przed wstąpieniem do rezerwy! :) Na koniec okazało się, że człowiek, który mógłby mi pomóc nieco więcej jest właśnie na urlopie, podziękowałam więc i wychodząc zderzyłam się na korytarzu z trzema młodzieńcami prawdopodobnie wstępującymi właśnie do mundurowych.
Zmierzyli mnie wzrokiem od stóp do głów, ale co tam..
W sumie - mogli się trochę zdziwić, bo jako potencjalną poborową, która deklaruje chęć czołgania się w błocie, mieli przed sobą wymalowaną, długowłosą blondyneczkę, w różowej koszuli, różowych paznokciach, białych spodniach, białej torebeczce i błękitnych sandałkach...
Ale wizja tego ciekawego obrazka dotarła do mnie nieco później ;) Wtedy, kiedy drzwi wyjściowe znów stawiły mi opór, bo pchałam w złym kierunku ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)